Dokładnie 200 Ukraińców zostało wybranych na posłów do Sejmu Galicyjskiego. Wśród nich był także Mikołaj Kowbasiuk (1817 – 1889) – wójt Werbiża (obecnie wieś Wierchnij Werbiż, powiat Kołomyjski, Wojewodztwo Iwano-Frankowskie), poseł na Sejm i do Rady Państwa w latach 1861-1869. Jako przykład galicyjskiej satyry politycznej przedrukowujemy jego nekrolog z kołomyjskiej „Rady Russkiej” (1889, nr 7).
„Mikołaj Kowbasiuk, wójt Werbiża koło Kołomyi, były poseł na Sejm Krajowy i Rady Państwa w czasach metropolity Litwinowicza, członek rady i wydziału powiatu kołomyjskiego i zamożny człowiek, zmarł tydzień temu na 72 roku życia. Zmarły Mikołaj od samego początku trzymał na Sejmie lwowskim z Rusinami i ostro wypowiadał się w sprawach serwitutowych, tak że Polacy w latach 60ch w złości na każdego Rusina, który odważył się mówić po rusku na ulicy lub w miejscu publicznym, śmiejąc się, hukali: o! to jest kiełbasa; jakby chcieli powiedzieć o, patrz, to drugi Kowbasiuk! Wybrany przez Sejm do Rady Państwa w Wiedniu, wcale nie był w stanie mówić, bo nie rozumiał ani słowa po niemiecku, a jedynie podnosił rękę podczas głosowania, kiedy metropolita Litwinowicz zamrugał do niego i oczywiście wszyscy Niemcy śmiali się serdecznie z tego. Światli Rusini na radzie między sobą postanowili, że Mikołaja nie powinno się już wybierać na posła do Lwowa, bo Polacy sami bez woli Rusinów wybraliby go ponownie do Rady Państwa i znowu wyśmialiby Rusinów. Jak powiedzieli, tak zrobili! Obrażiło to niezwykle ambicję Mikołaja, który najpierw szanował sam siebie, niż honor wszystkich Rusinów i od tego czasu zaczął tańczyć, jak mu pany zagrali. Wszędzie na każdym kroku próbował przeszkadzać sprawie ruskiej, przysłuchując się szeptom naszych rywali, a podczas wyborów stanął po stronie przeciwników i prowadził kampanię na rzecz ich kandydatów wśród chłopów. Za to „basowali” mu i ściskali ręce urzędnicy starostwa i wydziału rady powiatowej, co nadmiernie wprowadzało w błąd jego fałszywą opinię! Nienawiść swoją do tego stopnia posunął, że nie chciał widzieć prawie każdego księdza ruskiego, z parochami swoimi zawsze „kotów darł” i procesował ich. Dla chłopów, swoich braci, były zmarły okrutny i niemiłoserny, chciał, aby wszyscy spełniali jego wolę bezwzględnie, w przeciwnym razie nienawidził go całym sercem. Jedyne, co przemawiało na jego korzyść, to fakt, że nigdy nie opuścił swojego kościoła, a dla jego renowacji i dekoracji wiele ze swego majątku położył. Na jego pogrzebie nie było nikogo, żaden nie pojawił się z panów kołomyjskich, którzy za jego życia chętnie udawali się w każdym czynie nieczystym, całowali się z nim, obejmując go serdecznie. Tak to będzie z każdym Rusinem, który wrogom służy! Niech każdy z perekyńczyków pamięta: że łaska pańska jeździ na szybkim koniu i że każdy mądry człowiek pogardza perekyńczykiem! – A tobie, Mikołaju, niech Bóg przebaczy wszystkie twoje grzechy i poda ci wicznuju pamjat!!!”
Chcieć wiedzieć więcej? Zamów wycieczkę „Sejm Galicyjski”!


